|
|
|
Mam wyrzuty sumienia
DAMIAN WICHER
Rozmowa z posłanką na sejm RP Janiną Okrągły.
- Czy praca w sejmie to było to, co wcześniej sobie pani wyobrażała?
- Właściwie nigdy się nie nastawiałam na pracę w sejmie, nawet startując w wyborach nie dowierzałam, że mogę zdobyć mandat. Sejm wyobrażałam sobie nieco inaczej, jako wielki, lepszy od nas świat, a tymczasem tam są tacy sami ludzie jak np. w Opolu, Prudniku. I nie jest to też taki zły jak przedstawiają go media. W sejmie toczy się normalne, szare życie, pełne pracy, porządkowania podstaw prawnych państwa. Normalna wytężona praca – szara rzeczywistość.
- Jak wygląda typowy dzień posła, wtedy gdy jest w sejmie?
- Posiedzenia są z reguły co drugi tydzień. Rano, marszałek przedstawia program na dany dzień. Część posłów zostaje na sali sejmowej, biorąc udział czy to w debatach, czy to w dyskusjach nad projektami ustaw, natomiast pozostali pracują w komisjach, które odbywają się w tym samym czasie co posiedzenia sejmu, ale w innych salach. Dlatego często na sali sejmowej w telewizji widać pustki.
- A może na sali sejmowej panują pustki, bo posłowie załatwiają swoje prywatne sprawy...
- Nie. To nie świadczy o tym, że np. chodzą po Warszawie, lecz, że ciężko pracują w komisjach w innych pomieszczeniach sejmu.
- Ile zazwyczaj jest pani na nogach podczas jednej doby przy Wiejskiej?
- Posiedzenie zaczyna się o godz. 9.00 i trwa nawet do nocy. W tej kadencji jest jednak przestrzegane, aby nie kończyły się posiedzenia później niż o 23.00. We wcześniejszych kadencjach podobno bywało z tym różnie.
- Życie nieoficjalne, kuluarowe... Czy to prawda, że większość spraw właśnie tam się załatwia?
- Jest tak dużo posiedzeń komisji, że to życie kuluarowe nie wygląda tak, jak przedstawiają to media.
- Nie istnieje?
- Istnieje. Każdy ma swoje grono przyjaciół i kółko zainteresowań. W kuluarach zwykle rozmawia się o codziennych sprawach, ale też często toczymy dyskusje polityczne o sprawach państwa i kontynuujemy rozmowy, które nie dokończyliśmy na komisjach.
- Podobno medialne niechęci poszczególnych posłów do siebie, znikają wraz z wyłączeniem kamer. Czy tak jest w rzeczywistości?
- W rzeczywistości wszyscy jesteśmy podobnymi ludźmi. Jeżeli nie ma osobistych awersji, to rozmawiamy ze sobą normalnie. Zresztą w komisjach są przedstawiciele różnych ugrupowań, staramy się jednak wzajemnie słuchać argumentów strony przeciwnej i w końcu musimy jakoś dojść do wspólnych rozwiązań.
- Sejmowa restauracja to prawdziwa legenda. Czy to prawda, że ceny są tam bardzo niskie?
- Sejmowa restauracja raczej świeci pustkami. Tam nie toczy się życie towarzyskie, zresztą w tygodniu sejmowym nie ma na to czasu. Czy ceny są niskie? Restauracje obok sejmu mają ceny podobne albo i niższe.
- Dlaczego nie cieszy się wzięciem?
- Może dlatego, że stołując się w niej, jest się narażonym na świat mediów. A i menu jest naprawdę średnie.
- Poseł Palikot to też legenda, miała pani już z nim kontakt?
- Miałam.
- I jaki jest?
- Bardzo rzeczowy, inteligentny, oczytany, nie bojący się kontrowersyjnie przedstawiać swoje zdanie.
- Nie drażni panią skrajną ekstrawagancją, wręcz folklorem?
- Poseł Palikot jest barwną postacią Platformy, to fakt. Bez niego byłoby pewnie trochę nudno. Możemy się z nim nie zgadzać, oceniać jego wypowiedzi za niegrzeczne, ale po prostu tacy ludzie też są w sejmie. Czasami może za dużo mówi o prezydencie.
- Zwłaszcza gdy obraża głowę państwa?
- Hmm... To jest podchwytliwe pytanie.
- Nazwanie prezydenta Lecha Kaczyńskiego kurduplem to nie lekka przesada?
- Owszem, zgadzam się, to było nieładne. Nie powinien tak mówić. Musimy dbać o kulturę słowa i szacunek do instytucji państwa.
- Wobec swojego otoczenia z PO poseł Palikot też używa kontrowersyjnych określeń?
- Nie zauważyłam, żeby był niekulturalny w stosunku do koleżanek i kolegów. Jego wypowiedzi wynikają z chęci zwracania uwagi na poruszane przez siebie sprawy, dostosowując styl do mechanizmów rządzących w dzisiejszych mediach. Ekstrawagancja, kontrowersyjność jest lubiana przez media.
- Chyba powinniśmy zacząć od znajomości z premierem...
- Pan premier jest osobą bardzo zajętą, ale często przychodzi na spotkania Klubu Parlamentarnego PO. Przedstawia nam bieżące sprawy, jakimi zajmuje się rząd oraz planowane kierunki ustaw z jakimi rząd zamierza zwrócić się do parlamentu.
- Jak w jedynym zdaniu można scharakteryzować Donalda Tuska?
- Charyzmatyczny polityk, myślący perspektywicznie, wyważony, rozsądny, mający niesamowity autorytet i to nie tylko w partii.
- Czy przypomniała mu pani, że obiecał ponownie przyjechać do Prudnika, jeśli tylko Franciszek Fejdych wybrany zostanie na burmistrza? Koniec kadencji już za pasem, a premiera jak nie było, tak nie ma.
- Jeszcze nie przypomniałam. Ale muszę powiedzieć, że się postaram. Rozgrzeszyłabym premiera z niespełnionej obietnicy. Ma tyle ważnych spraw a doba ma tylko 24 godziny.
- Premier wystartuje w wyścigu po prezydenturę? (wywiad sprzed 2 tygodni)
- Proszę pytać premiera.
- Pani zdaniem, powinien?
- Trudne pytanie. Z jednej strony uważam, że premier powinien startować, bo byłby wspaniałym prezydentem, z drugiej strony, jest też bardzo potrzebny czy jako szef rządu, czy w partii, wyznaczając dobry kierunek do działań. Platforma w razie czego ma kandydata na prezydenta.
- Kogo?
- Bronisława Komorowskiego.
- Mimo pracy w Warszawie, często bywa pani w Prudniku. Jak pani udaje się to robić?
- Posiedzenia sejmu są zwykle co dwa tygodnie, więc w pozostałym czasie jestem w Prudniku i pracuję w moim biurze poselskim. Zwykle też mam dużo spotkań w Opolu i innych miastach naszego województwa. Tutaj mam poza tym dom. Trzeba dokładnie planować czas, żeby być aktywną i w Prudniku i odpowiednio przygotowanym do pracy w sejmie.
- Jak przemierza pani drogę z Prudnika do Warszawy i z powrotem?
- Na początku, a wynikało to z ambicji, jeździłam samochodem. Ale bardzo szybko zrezygnowałam, raz - korki, dwa - średni stan dróg. Jeżdżę najczęściej pociągiem z Kędzierzyna - Koźla. I nie narzekam. Jest czas, by po drodze np. przeanalizować pewne materiały, sprawdzić pocztę. Można też dowiedzieć się ciekawych rzeczy od pasażerów, co myślą o rządzie, sejmie. Warto się wtedy nie przyznawać, a bardziej słuchać (śmiech).
- Nie było pani żal zrywać z praktyką lekarską?
- Było żal. To jest ten minus mojej nowej funkcji. Praca w sejmie jest bardzo ciekawa. Bierze się udział w tworzeniu prawa, poznaje się zależności w przepisach, widzi się więcej z szerszej perspektywy, poznaje się mnóstwo ciekawych ludzi. Ale ja jestem przede wszystkim lekarzem i do końca życia nim zostanę. Mam więc wyrzuty sumienia, że nie jestem z pacjentami.
- Jakiś czas dla pacjentów jeszcze pani potrafi wygospodarować?
- Wpadam do przychodni sporadycznie. Nie są to jednak zaplanowane wizyty, bo na to nie mogę sobie pozwolić.
- Czy wobec tego będzie pani startowała w kolejnych wyborach parlamentarnych?
- Nie wiem. To by się wiązało z odchodzeniem od zawodu. Przede mną ciężki orzech do zgryzienia.
- Pani inicjatywy - jako posłanki - związane z ziemią prudnicką...
- Rozpocznę od początku. Zasiadam w dwóch komisjach: polityki społecznej i zdrowia. Udało mi się wejść do podkomisji doraźnych pracujących nad konkretnymi ustawami. I tak, brałam udział w pracach na rzecz nowelizacji ustawy o pomocy społecznej dotyczącej m.in. funkcjonowania środowiskowych domów samopomocy i domów pomocy społecznej. Przyjęliśmy też zapis, który mówi, że świadczenia z pomocy społecznej nie podlegają zajęciu komorniczemu. Teraz pracujemy w komisjach nad ustawą o pieczy zastępczej i wyrobach medycznych. To może nie są sprawy medialne - to nie komisje śledcze – ale bardzo istotne dla społeczeństwa. Reprezentowałam stanowisko klub PO w ustawach pomocy społecznej i opiniowaniu na forum sejmu sprawozdania z realizacji Karty Praw Osób Niepełnosprawnych. W ramach zapytań i interpelacji poselskich podnosiłam następujące sprawy: poszerzenia podmiotów uprawnionych do realizowania robót publicznych, zmian organizacyjnych dotyczących sądów i prokuratur rejonowych, uprawnień emerytalnych i rentowych dla funkcjonariuszy Straży Pożarnej. Aktywnie działałam w sprawie rozszerzającego się hazardu i uzależnień z tym związanych i to jeszcze w okresie przed nową ustawą hazardową. Tak więc głosowanie nad ustawą hazardową było w pełni zgodne z moimi wnioskami składanymi wcześniej do ministra finansów. Pisałam również interpelacje dotyczące rodzin zastępczych i rewaloryzacji świadczeń pieniężnych na utrzymanie dziecka w rodzinie zastępczej do ministra pracy i polityki społecznej oraz realizacji Narodowego Programu Ochrony Zdrowia Psychicznego, dostępności leków dla przewlekle chorych do ministra zdrowia. Angażowałam się mocno w prace nad projektem dotyczącym restrukturyzacji zatrudnienia w jednostkach budżetowych, czy też zmian w przepisach o opiece paliatywnej i hospicyjnej, szczepionkach, punktach aptecznych.
- A coś bliżej dla Prudnika?
- To co mówiłam, inicjowane było bardzo często dzięki kontaktom z wyborcami, mieszkańcami oraz samorządami. Zainicjowałam i uczestniczyłam w rozmowach pomiędzy ministerstwem kultury a naszym samorządem w Prudniku i dyrektorem prudnickiej Szkoły Muzycznej w kwestiach dotyczących remontu sali koncertowej szkoły. Wynik jest taki, że podpisano umowę na wykonanie projektu i remontu, z finansowaniem pół na pół, tzn. gmina i ministerstwo.
- Czy pani koledzy i koleżanki z parlamentu wiedzą cokolwiek o Prudniku?
- Orientują się gdzie leży. Kojarzą nas z Nysą (śmiech). Czy to świadczy o nas dobrze, nie wiem. Wolałabym, żeby było na odwrót.
- Nie kojarzą Prudnika z Frotexem?
- Niestety już nie. Na hasło Prudnik już nikt nie mówi: przemysł włókienniczy.
- Czy dostrzega pani kandydata na fotel burmistrza Prudnika? Wybory wszak już jesienią.
- Tak, obecnego burmistrza Fejdycha. Rozpoczął on tyle spraw, że powinien dostać szansę, by móc je sfinalizować.
- Franciszek Fejdych, ponieważ reprezentuje PO?
- Nie. Bo jest dobrym gospodarzem.
- Domyślam się, że wesprze go pani w kampanii wyborczej...
- Tak, wesprę. Muszę powiedzieć, że ludzie pana Fejdycha doceniają. Gdzie jestem, słyszę dużo dobrych słów pod jego adresem.
- Co takiego zdziałał burmistrz Fejdych, aby móc o nim mówić: dobry gospodarz? Proszę uargumentować swoją opinię.
- Przede wszystkim uporządkował stan oświaty, od przedszkola do gimnazjum na terenie Prudnika i dodał jej nowoczesnego wizerunku. Szkoły mamy wyremontowane i w miarę dobrze wyposażone. Kontynuuje zadania rewitalizacyjne w centrum miasta, co wszyscy muszą przyznać. Remontuje drogi w mieście, chodniki, dzięki czemu miasto zaczyna wyglądać ładniej. Prudnik jest coraz ładniejszy. W ciągu ostatnich 2 lat systematycznie remontowane są budynki komunalne, klatki schodowe, instalacje gazowe, wymieniane okna. Zostały oddane nowe mieszkania komunalne, przez to skróciła się kolejka osób oczekujących. Zrealizowana została inwestycja Orlika. Sztandarowa rzecz - wyremontowano Wieżę Woka, która może okazać się nowym magnesem Prudnika dla ściągania turystów. Burmistrz konsekwentnie tworzy otoczenie turystyczne, tj. ścieżki przystosowane do wędrówek pieszych i rowerowych, a nawet konnych, wieże widokowe. Jest tego sporo. Choćby jeszcze park miejski, który nabiera uroku, czy ostatnio otwarte Centrum Tradycji Włokienniczych. A w planach schronisko na Wieszczynie, hala sportowa na osiedlu Jasionowe Wzgórze czy remont Białego Domu.
- Kierunek turystyczny gminy Prudnik uważa pani za słuszny?
- Pewnie, że tak. Nie rozwiniemy tu wielkiego przemysłu. Ale prowadzone są, z tego co wiem, zaawansowane rozmowy z lokalizacją inwestycji w ramach podstrefy Wałbrzyskiej Strefy Ekonomicznej.
- Co pani odpowie przeciętnemu mieszkańcowi, który zapyta: a co ja będę miał z turystyki?
- Jak to co? Miejsca pracy - w gastronomi, gospodarstwach agroturystycznych itp. Musimy w dalszym ciągu stwarzać warunki do rozwoju małych i średnich przedsiębiorstw, stymulować rozwój sołectw poprzez aktywne wspieranie kultury na wsi. Wierzę w to, że będziemy jako region coraz bardziej atrakcyjni, będzie więcej szans na dobrą pracę również dla młodych. Uważam, że w Prudniku już się czujemy coraz lepiej.
- W fotelu starosty też powinna zasiąść ta sama osoba co teraz na kolejną kadencję?
- Przyznam, że za starosty Roszkowskiego, młodego, pełnego pomysłów człowieka, w powiecie dużo się dzieje. Widzimy efekty - remonty dróg w Prudniku i powiecie, remonty szkół ponadgimnazjalnych w Prudniku, Białej i Głogówku, wszystkie domy pomocy społecznej osiągnęły standaryzację czy też uruchomiono: Centrum Kształcenia Ustawicznego i Centrum Kształcenia Praktycznego. Dodatkowym jego plusem jest czynny udział w Euroregionie Pradziad, zacieśniający współpracę naszego powiatu z Czechami.
- Wróćmy jeszcze na szczebel krajowy. Czy jest pani zwolenniczką zapłodnienia metodą in vitro?
- To jest temat drażliwy dla różnych grup światopoglądowych. Sprawa musi być prawnie uregulowana i procedury wystandaryzowane. In vitro jest w tej chwili przez większość społeczeństwa akceptowane. Kwestia leży w szczegółach technicznych. Jako lekarz znam wiele bardzo szczęśliwych par, które mają dziecko dzięki właśnie tej metodzie. Kiedyś za niezgodne z naturą traktowano przeszczepy narządów. Przeczep serca wywoływał różne reakcje, dziś nikt nie wyobraża sobie braku takich zabiegów. In vitro, moim zdaniem, to wymóg czasu.
- Czy jest pani za legalizacją w Polsce związków homoseksualnych?
- Nie jestem przeciwna, ale też nie wyrażam poparcia.
- Idąc dalej, adopcja dzieci przez takie pary również jest do zaakceptowania przez panią?
- Patrząc na adopcję, powinniśmy mieć na uwadze przede wszystkim dobro dziecka. Większe prawdopodobieństwo lepszego rozwoju występuje w rodzinie heteroseksualnej. Dziecko nie może być narażone na dodatkowe stresy z powodu odmienności seksualnej opiekunów prawnych.
- Republika Czech zliberalizowała przepisy w kwestii posiadania narkotyków. W Polsce karze się za każdą ilość. A może i nasz rząd powinien pomyśleć o liberalizacji?
- Według mnie posiadanie niewielkich ilości narkotyków nie powinno w Polsce kończyć się od razu karaniem. Bardziej niż na karaniu należałoby się skoncentrować na edukacji i wzmóc system leczenia osób uzależnionych. Karać powinno się wszystkie osoby, które zajmują się dystrybucją i handlem środków uzależniających.
- Dziękuję za rozmowę.
Komentarze użytkowników
DODAJ KOMENTARZ
Jest młodym posłem i niewiele zwojuje przez swój czas posłowania. Może to być jednak lekcja przed kolejną kadencją, jeśli się zdecyduje i ludzie na nią zagłosują. Porównując ją z naszym innym, byłym posłem prudnickim jest lepsza, przynajmniej zdaje relacje ludziom z tego, co robi. Innych posłow niestety nie było, więc nie można porównywać.
Napisał(a): zimny, 2010-02-11 21:18:37
Fakt.
Napisał(a): %,$.., 2010-02-11 21:18:06
A pamiętajcie za AWS-su takie nazwisko jak Okrągły. To już jest wyborcza fater dynostia.
Napisał(a): Prudniczanin., 2010-02-11 21:10:31
A co mnie obchodzi Pani wywiad jako Prudniczanina. Nie robi Pani nic i przez Pani indolencję Prudnik nie zyska nic.
Napisał(a): Pacjent., 2010-02-11 20:08:23
|
|
|
|